Geniusz i szaleniec
Szachy kojarzą mi się z „szewskim” matem (w trzech ruchach), gdy ojciec uczył mnie grać, z historykiem z podstawówki, który namawiał mnie do wstąpienia do kółka szachowego oraz z Garrim Kasparowem (rzucił wyzwanie komputerowi) i Anatolijem Karpowem (widziałem na żywo w Warszawie jak przegrał w symultanie z posłem... Tadeuszem Cymańskim).
Gdy w 1972 roku Bobby Fisher rozgrywał „mecz stulecia” z Borysem Spasskim, nie było mnie na świecie. Nie wiem, czy był najlepszym szachistą wszechczasów – najbardziej ekscentrycznym na pewno. Trener porównywał Fishera do Beethovena, Leonarda da Vinci i Szekspira. Mówiło się, że jest „połączeniem istoty ludzkiej z szachownicą”. Stał się za życia sportową legendą, choć mistrzem świata był tylko raz.
Podobno miał polskie korzenie (dziadek?). Jako 15-latek został arcymistrzem, najmłodszym w historii. W turniejach pretendentów koalicja radzieckich arcymistrzów blokowała mu dostęp do gry o tytuł. Gdy w końcu wygrał ze światową federacją wojnę o zmianę regulaminów, wspiął się na sam szczyt. Po drodze do najważniejszego meczu w karierze zdemolował dwóch pretendentów po 6:0. Jeden z internautów porównał jego zwycięstwa do dwucyfrowej wygranej w półfinale piłkarskiej Ligi Mistrzów. Zanim doszło do spotkania ze Spasskim w Reykjaviku, Fischer piętrzył wymagania. Gdyby nie angielski bankier, który powiększył pulę nagród o 50 tys. funtów, „mecz stulecia” nie doszedłby do skutku. Fischer został mistrzem, choć drugą partię oddał walkowerem, bo przeszkadzały mu kamery. To były czasy „zimnej wojny”. W ZSRR wynik przyjęto jak klęskę narodową. Amerykanie wykorzystali go propagandowo. Od chwili zdobycia tytułu Fischer nie rozegrał już ani jednej partii w oficjalnych rozgrywkach. Miał bronić mistrzostwa, ale nie przyjął proponowanych warunków.
Świat usłyszał o nim ponownie w 1992 roku, gdy w Czarnogórze rozegrał pokazowy rewanż ze Spasskim. Ponownie wygrał, ale władze USA zarzuciły mu złamanie obowiązujących sankcji wobec Jugosławii. Unikał odpowiedzialności przez kolejne dwanaście lat. Zatrzymany na japońskim lotnisku trafił do aresztu. Groziła mu ekstradycja. Pomogli mu Islandczycy. Po 9 miesiącach, zły na cały świat, wyjechał do Reykjaviku. Jako anonimowy zawodnik grywał w internecie z arcymistrzami. Planował rozegranie wielkiego meczu „na pożegnanie”. Napisać, że w ostatnich latach życia ostro krytykował USA, to eufemizm. Zrzekł się nawet amerykańskiego obywatelstwa. Zaszokował stwierdzeniem, że Stany zasłużyły na ataki 11 września.
Geniusz gry na 64 polach zmarł w wieku 64 lat. Robert (Bobby) James Fischer – mistrz świata, twórca odmiany szachów, w której bardziej liczy się talent niż pamięć, ma swoją legendę. Jego życie to gotowy scenariusz filmowy. Tylko w Hollywood musi się skończyć strajk scenarzystów...
Paweł Sikora
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami














Drukuj
Wyślij
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.