Dzień polski w Pekinie
2008-08-21 15:05:55
Aktualizacja: 2008-08-21 15:05:55
Złośliwi żartowali, że polski bojkot igrzysk olimpijskich polegał na niezdobywaniu medali. Wszyscy liczyli naszej reprezentacji dni bez podium i egzotyczne kraje, którym ta sztuka się udała. A skarbnik Polskiego Komitetu Olimpijskiego mógł zacierać ręce... Na poprzednich olimpiadach na wypłatę mógł liczyć nawet ósmy zawodnik w każdej konkurencji, a tym razem pieniądze zarezerwowano tylko dla medalistów.
Wielu naszych zawodników zadbało, by nie „nadszarpnąć” budżetu... Wreszcie niemoc przełamali szermierze (Andrzejuk, Motyka, Wiercioch i Zawrotniak) i kulomiot Tomasz Majewski. Wyczyny polskich sportowców w świąteczny piątek zostały przebite w drugą niedzielę igrzysk. Można tylko żałować, że w klasyfikacji medalowej krążki naszych drużyn (samych wioślarzy jest w sumie ośmiu) liczą się pojedynczo.
W Pekinie klęskę poniosło polskie pływanie, jedna z najbardziej prestiżowych dyscyplin na igrzyskach. Pierwszą damę naszego sportu Otylię Jędrzejczak stać było tylko na czwarte miejsce na koronnym dystansie. Spektakularny był upadek Mateusza Sawrymowicza. Mistrz świata na 1500 metrów nie zdołał wpłynąć do finału.
Zawiodły na całej linii „Złotka”. Medal był poza zasięgiem, ale awans do ćwierćfinału wydawał się pewny. Szkoda, że w decydującym meczu z Amerykankami nikt nie zaszantażował rywalek groźbą zerwania rozmów o tarczy antyrakietowej. Wychodzą na jaw zatargi siatkarek z trenerem, ale to nic w porównaniu z burzą, która wybuchła w ekipie szermierzy.
Przegrane florecistki krytykują trenera i twierdzą, że nie mogą już z nim współpracować. Oskarżają go, że przekroczył granicę i zaczął się wtrącać w ich życie prywatne. Do tego telewizja pokazała, jak „zmęczony” wraca do wioski olimpijskiej. Mówi się, że działacze związku szermierki często chorują na „filipiński wirus”, który przywiózł do Polski były prezydent. Pozostali zawodnicy apelują, żeby prezes podał się do dymisji. Nadchodzi czas rozliczeń. Jeśli nie powtórzymy medalowego wyniku z Aten, do dymisji ma się podać prezes PKOl. Tak przynajmniej zapowiadał przed igrzyskami. Politycy na pewno mu o tym przypomną. Pewnie po powrocie z wakacji zorganizują w Sejmie debatę na temat kondycji polskiego sportu.
Mimo to uwielbiam olimpiadę, bo pokazuje różnorodność sportu i przypomina, że ten nie kończy się na piłce nożnej. Jest okazja, by poznać albo przypomnieć sobie zasady różnych dyscyplin i nauczyć się nazwisk nowych bohaterów, na przykład Agnieszki Wieszczek: brązowej zapaśniczki. Każdy dzień przynosi moc ciekawych historii. Żałuję tylko, że nie ma mnie teraz w Pekinie...
P.S. Czytam o wielu chińskich sztuczkach olimpijskich, od fałszowania obrazu telewizyjnego po fałszowanie metryk urodzenia gimnastyczek, ale to zasługuje na oddzielny tekst, podobnie jak brak wykluczenia Rosji z igrzysk za rozpętanie wojny w Gruzji.
17 sierpnia 2008 roku
Paweł Sikora
Wielu naszych zawodników zadbało, by nie „nadszarpnąć” budżetu... Wreszcie niemoc przełamali szermierze (Andrzejuk, Motyka, Wiercioch i Zawrotniak) i kulomiot Tomasz Majewski. Wyczyny polskich sportowców w świąteczny piątek zostały przebite w drugą niedzielę igrzysk. Można tylko żałować, że w klasyfikacji medalowej krążki naszych drużyn (samych wioślarzy jest w sumie ośmiu) liczą się pojedynczo.
W Pekinie klęskę poniosło polskie pływanie, jedna z najbardziej prestiżowych dyscyplin na igrzyskach. Pierwszą damę naszego sportu Otylię Jędrzejczak stać było tylko na czwarte miejsce na koronnym dystansie. Spektakularny był upadek Mateusza Sawrymowicza. Mistrz świata na 1500 metrów nie zdołał wpłynąć do finału.
Zawiodły na całej linii „Złotka”. Medal był poza zasięgiem, ale awans do ćwierćfinału wydawał się pewny. Szkoda, że w decydującym meczu z Amerykankami nikt nie zaszantażował rywalek groźbą zerwania rozmów o tarczy antyrakietowej. Wychodzą na jaw zatargi siatkarek z trenerem, ale to nic w porównaniu z burzą, która wybuchła w ekipie szermierzy.
Przegrane florecistki krytykują trenera i twierdzą, że nie mogą już z nim współpracować. Oskarżają go, że przekroczył granicę i zaczął się wtrącać w ich życie prywatne. Do tego telewizja pokazała, jak „zmęczony” wraca do wioski olimpijskiej. Mówi się, że działacze związku szermierki często chorują na „filipiński wirus”, który przywiózł do Polski były prezydent. Pozostali zawodnicy apelują, żeby prezes podał się do dymisji. Nadchodzi czas rozliczeń. Jeśli nie powtórzymy medalowego wyniku z Aten, do dymisji ma się podać prezes PKOl. Tak przynajmniej zapowiadał przed igrzyskami. Politycy na pewno mu o tym przypomną. Pewnie po powrocie z wakacji zorganizują w Sejmie debatę na temat kondycji polskiego sportu.
Mimo to uwielbiam olimpiadę, bo pokazuje różnorodność sportu i przypomina, że ten nie kończy się na piłce nożnej. Jest okazja, by poznać albo przypomnieć sobie zasady różnych dyscyplin i nauczyć się nazwisk nowych bohaterów, na przykład Agnieszki Wieszczek: brązowej zapaśniczki. Każdy dzień przynosi moc ciekawych historii. Żałuję tylko, że nie ma mnie teraz w Pekinie...
P.S. Czytam o wielu chińskich sztuczkach olimpijskich, od fałszowania obrazu telewizyjnego po fałszowanie metryk urodzenia gimnastyczek, ale to zasługuje na oddzielny tekst, podobnie jak brak wykluczenia Rosji z igrzysk za rozpętanie wojny w Gruzji.
17 sierpnia 2008 roku
Paweł Sikora
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami














Drukuj
Wyślij
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.