Bojkot igrzysk?
– To ma być święto sportu w nowoczesnym kraju. Skierowanie uwagi świata na drażliwe kwestie polityczne będzie klęską chińskich władz – mówi o zbliżających się igrzyskach Radosław Pyffel, autor książki „Chiny w roku olimpiady”, z którym w ubiegłym roku poznawałem Państwo Środka od… środka. Niedawną rezygnację Stevena Spielberga z funkcji doradcy do spraw artystycznych pekińskiej olimpiady obrońcy praw człowieka porównali do zrzucenia na Chiny bomby atomowej. Prawdziwym problemem Chińczyków są kwestie socjalne i nierówności społeczne, a nie brak demokracji w europejskim wydaniu. Im bliżej początku letnich igrzysk, które rozpoczną się 8 sierpnia, tym głośniej jednak słychać nawoływania do bojkotu imprezy.
Sprawa stała się polityczna, bo pod apelem pozarządowej organizacji World Solidarity podpisali się znani politycy zarówno z opozycji, jak i obozu rządzącego. Julia Pitera (PO) tłumaczy się, że zawsze w takich sytuacjach przerysowuje się żądania, aby zwrócić uwagę na problem. Senator Zbigniew Romaszewski (PiS) odpowiada, że na Zachodzie stosunek do Chin charakteryzuje olbrzymia hipokryzja z uwagi na tanią siłę roboczą i gigantyczny rynek zbytu. Minister sportu mówi, że sport jest apolityczny. Mirosławowi Drzewieckiemu wtóruje sekretarz generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Według Adama Krzesińskiego na zbojkotowanie igrzysk jest za późno: – Ci, co uważali, że Chiny nie są godne takiego zaszczytu powinni protestować na szeroką skalę wówczas, gdy do MKOl wpłynęła kandydatura Państwa Środka.
Krzesiński poinformował, że w połowie lutego PKOl dostał list od stowarzyszenia Amnesty International, które wierzy, że organizacja igrzysk przez Chiny może przyczynić się do poprawy ogólnej sytuacji w tym kraju, w szczególności przestrzegania praw człowieka. – To chińskie władze odwołały się do praw człowieka, gdy Chinom przyznano organizację igrzysk, deklarując, że ich przestrzeganie ulegnie poprawie, co zostało poparte przez członków MKOl – napisała dyrektor Draginja Nadazdin.
Nie mam wątpliwości, że Polacy powinni jechać do Pekinu. Bojkot uderzyłby w samych sportowców, którzy całe lata przygotowują się do olimpiady. Można się jednak spodziewać naśladowców manifestacji Władysława Kozakiewicza z Moskwy. Pewnie ktoś przed kamerami założy koszulkę z napisem „Wolny Tybet”, zostanie wyrzucony, może tymczasowo aresztowany. Sportowcy zrzeszeni w tak zwanym Darfur Team planują pokazać podczas igrzysk, że sprzeciwiają się działaniom Chin w Sudanie. Mogą dopiąć swego i nawet najsprawniejszy realizator transmisji w telewizji nie będzie w stanie tego ukryć.
Paweł Sikora
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami














Drukuj
Wyślij
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.